POŻEGNANIE

Uroczystość zakończenia roku szkolnego przebiegała w bardzo miłej atmosferze. Wystąpili goście z Filharmonii Bałtyckiej, następnie Dyrektor wygłosił przemówienie, po którym uroczyście przekazano sztandar młodszym kolegom. Potem nastąpiło rozdanie świadectw.

Jak to było, wydaje się, niedawno, gdy zebrani na sali gimnastycznej witaliśmy pierwszy rok szkolny, poznawaliśmy się nawzajem. A dzisiaj na tej samej sali się rozstajemy. Niby cieszymy się z tego, no bo mamy z czego – ukończyliśmy przecież szkołę. Część z nas wybiera się na wyższe uczelnie, inni do pracy. Ale z drugiej strony – jest jakoś nieswojo. Zżyliśmy się wszyscy ze sobą i jakoś żal się rozstawać…

z kroniki klasy III c TB3 (1976-1979)

OHP

… wakacyjna praca w OHP. Wiosną 1973 r. między Kombinatem PGR – Rusocin a zespołem naszej klasy została zawarta umowa o pracę. Junaków podzielono na hufiec męski i żeński. Dziewczęta zostały zatrudnione przy pracach polowych, chłopcy natomiast zostali przydzieleni do brygad remontowo-budowlanych. Sprawa zatrudnienia nie była dla nas jednak najważniejsza – nie zapominaliśmy o działalności w czasie wolnym od pracy. Już w pierwszych dniach utworzono Radę Hufca, której zadaniem było czuwanie nad przebiegiem życia hufca przez cały czas jego trwania (od 18 czerwca do 14 lipca). Wszystkie codzienne sprawy biegły torem wyznaczonym przez Radę i podległe jej komisje. Sukcesy skłoniły nas do przystąpienia do Ogólnopolskiego Współzawodnictwa Międzyhufcowego. W konkursie tym brano pod uwagę wyniki w pracy produkcyjnej i pozaprodukcyjnej. Starania wszystkich uczestników hufca, jego opiekunów oraz zakładu sprawiły, że zajęliśmy zaszczytne IV miejsce w owym współzawodnictwie.

Z kroniki klasy 3C TB5 (1971-1976)

Rok szkolny 1975/1976 się skończył, praktyka się skończyła, ale pracować nie przestaliśmy. Jedni z nas pojechali z hufcem OHP do Kolbud i do Pruszcza Gdańskiego, a inni na obóz OHP do NRD. Szczególnie ten drugi wyjazd był bardzo interesujący. Dla niektórych był to bowiem pierwszy wyjazd za granicę.

W NRD podejmowano nas bardzo gościnnie. Pracowaliśmy 5 dni w tygodniu, a pozostałe dwa dni każdego tygodnia poświęcaliśmy na zwiedzanie Berlina i okolic. Byliśmy tez w Dreźnie w Narodowej Galerii i Zbrojowni. Oglądaliśmy dzieła takich mistrzów jak Rembrandt, Van Gogh, Rubens, Canaletto czy Rafael.

Z kroniki klasy 3B TB5 (1973-1978)

WIZYTA PRZEDSTAWICIELI CZERWONEGO KRZYŻA

20 IX 1978 gościliśmy w PSB delegację Międzynarodowego Czerwonego Krzyża. W spotkaniu z austriackimi gośćmi wzięła udział delegacja szkolnego PCK. i Klubu Honorowego Krwiodawstwa.

Wymienialiśmy z gośćmi poglądy na temat Czerwonego Krzyża we współczesnym świecie i przedstawiliśmy nasze osiągnięcia. Spotkanie przebiegło w przyjemnej i życzliwej atmosferze.

z kroniki Koła PCK

ZAWODY DRUŻYN SANITARNYCH

Dzisiejszy dzień jest dość szczególny w naszym życiu. Przypadło na bowiem być reprezentantem naszej szkoły na Okręgowych Zawodach Drużyn Sanitarnych. Odbyły się one pośród gdańskich wzgórz i lasów. Spotkałyśmy się z wieloma drużynami z okolic Gdańska. Na rozpoczęcie zmagań czekałyśmy dość długo, aż wreszcie otrzymałyśmy zezwolenie na start. Od samego początku byłyśmy stremowane, bo to przecież nie byle jaki sprawdzian. Trema i zdenerwowanie były tym większe, że „pacjenci” nie zawsze się poddawali naszym badaniom bez oporu. Jednak mimo wszystko zdołali się udobruchać i namówić do pozostania. Wielką frajdę sprawiliśmy temu, którego, jako najbardziej poszkodowanego, wzięłyśmy na nosze.

Po ukończeniu wszystkich czynności, jakie należało wykonać na trasie i zameldowaniu się na mecie, rozpoczęłyśmy gorączkowe oczekiwania na ogłoszenie wyników. Ów moment nastąpił po spożyciu wspaniałego bigosu. I tu satysfakcja. Zajęłyśmy bowiem I miejsce (tyle, że w drugiej dziesiątce!). Ale jak na pierwszy raz to całkiem niezłe miejsce…

Z kroniki klasy AiC TB5 (1976nn)

PRAKTYKA ZAWODOWA

Dzień 19 maja 1977 był pierwszym dniem naszej pracy praktykalnej. Pierwszym, ale raczej teoretycznie. W tym dniu pobrałyśmy jedynie robocze uniformy, kaski i pojechałyśmy obejrzeć nasz „plac boju”, czyli miejsce pracy. A było ono dosyć daleko, bo aż w Suchostrzygach, co dla nas brzmiało niemal jak „Koniec Świata”. Nasza praca polegała od pierwszego dnia na skrobaniu okien. Nasza opiekunka, pani Edyta zaopiekowała się nami solidnie, objaśniając ile trzeba zrobić każdego dnia i jak to wykonać.

Drugiej grupie dziewcząt praktyka wypadła w Witominie. Ich praca była podobna: wykończenie estetyczne budynku niezbędne przy odbiorze. Wykonując te prace, podglądałyśmy życie na budowie, skrzętnie spisując wszystkie zauważone nowości do zeszytu praktyk. Trochę trudno nam było się przyzwyczaić do niemalże polowych warunków na budowie: małej szatni, nie pierwszej czystości zlewów w korytarzu, które spełniały rolę łazienek, kawy podejrzanie pachnącej śledziami oraz do specyficznej „gwary” panującej na budowie.

Praca nie była nudna. Wprost przeciwnie – każdego dnia spotykały nas różne przygody. A to drzwi jeszcze bez klamek zatrzasnęły się, więżąc dziewczyny, sprzątające pomieszczenie, a to skrobane właśnie okno wyskoczyło z uchwytów… Miesiąc minął błyskawicznie.

Z kroniki klasy A 1974-1979

PCK – BANK USŁUG

Inicjatywę Banku Usług podjęliśmy z początkiem roku szkolnego, wzorując się na szkołach z Żyrardowa. Sygnałem o rozpoczęciu naszej pracy była audycja Studia Bałtyk oraz artykuł w „Wieczorze Wybrzeża”.

Niesiemy pomoc ludziom, którzy jej potrzebują, szczególnie starszym. Osoby, którym pomagamy są bardzo zadowolone i pełne wdzięczności, a my mamy satysfakcję, czując się potrzebni w środowisku. Utrzymujemy też ścisły kontakt z Opieką Społeczną i próbujemy porozumieć się ze Związkiem Niewidomych. Do naszego Banku należą następujące klasy 2D5, 2A5, 1C5, 1B5.

Bank Usług znalazł w naszej szkole już wielu zwolenników. Szeregi młodzieży pragnącej pomóc ludziom starszym stale się powiększają. Niemały w tym udział mają założycielki Banku oraz prof. Janina Redlarska, która zachęca całe klasy do działalności w ramach nowej sekcji PCK. Namowom pani profesor uległa część klasy 1C5. Do ich zadań należą: przyrządzanie posiłków, sprzątanie, robienie zakupów, itd. Dziewczęta są zadowolone ze swej pracy…

z kroniki Koła PCK

MY W SAMORZąDZIE

Co roku w szkole odbywają się wybory do Samorządu. W tym roku (=1976) również miały one miejsce we wrześniu. Do Samorządu trafiają osoby, które według oceny szkolnej braci najbardziej nadają się do tak odpowiedzialnej pracy. Reprezentować przecież będą nasze interesy. Oni przekazują postulaty czy zastrzeżenia młodzieży kierownictwu szkoły i oni razem z kierownictwem rozwiązują te problemy.

Tegoroczne wybory wypadły korzystnie dla nas, ponieważ w ich wyniku nasz długoletni gospodarz Teresa S. awansowała na stanowisko sekretarza w Samorządzie. W tym roku sekretarz, a w następnym… kto wie? Awanse idą w parze z wydajną praca, a Teresa stara się jak może.

Oprócz tego ustalono skład komisji zajmujących się określonymi problemami. I tu także są nasze dziewczyny. Co miesiąc odbywają się zebrania samorządu i poszczególnych komisji, gdzie rozpatruje się problemy młodzieży i problemy z młodzieżą.

Z kroniki klasy A 1974-1979

KLĘSKA ŻYWIOŁOWA (dodatkowe ferie) 2-13 I 1979

Śnieg pada i pada. Jak zaczął w Sylwestra tak do dziś pada. 2 stycznia wielu uczniów z aprobatą przyjęło komunikat Rady Ministrów o zawieszeniu zajęć szkolnych na okres blisko dwóch tygodni. Szkoły zamknięto. Jednakże nie był to dla nas uczniów zwykły wypoczynek. Na apel dyrekcji szkoły stawiali się uczniowie, aby pomóc drogowcom w tych trudnych dla nich chwilach. Uczniowie naszej szkoły odśnieżali m.in. ul. Grunwaldzką, ul. Partyzantów i wiele, wiele innych. W sobotę tj. 6 stycznia część klasy stawiła się do szkoły, aby pomóc odśnieżać teren szkolny. W ciągu dnia uporządkowano dojazd oraz obejście wokół niej. Na „odśnieżaczy” czekały w budynku szkolnym gorące napoje oraz bułki na posiłek. Część młodzieży naszej klasy pomagała energetykom przy rozładowaniu zmarzniętych wagonów węgla potrzebnych do ogrzania tysięcy domów mieszkalnych. Mimo silnego mrozu (-20 stopni C) w każdym z nas panował zdrowy duch.

KONKURS WIEDZY O ADAMIE MICKIEWICZU

Dnia 12.02.1975 roku w świetlicy szkolnej odbył się konkurs wiedzy o Adamie Mickiewiczu zorganizowany przez grupę uczniów klasy IIC3 pod kierownictwem prof. Dobrzańskiej. W jury zasiedli: dyr. Cygański, dyr. Stasińska, prof. Dobrzańska, prof. Jaczewska, prof. Matuszek. Każdą z klas reprezentowała pięcioosobowa drużyna i drużyna pomocnicza. Uczestnicy odpowiadali na jedno pytanie problemowe i cztery szczegółowe. Po ciężkiej pracy w pocie czoła dyplom zwycięzcy otrzymała klasa 2B5. Najlepszymi spośród wszystkich uczestników okazali się: W. Zglinicki i M. Ogonowski z 2B5. Ich wiadomości zostały docenione przez jury, które przyznało zwycięzcom nagrody książkowe. Nowatorska impreza upłynęła w atmosferze ogólnego zainteresowania.

Z gazetki szkolnej, 1975

 

O CHOPINIE PRZY ŚWIECACH

Wieczornica pod taką nazwą rozpoczęła cykl spotkań przy świecach. W piątek 11 kwietnia 1975 roku mieliśmy okazję poznać życie i twórczość znanego muzyka Fryderyka Franciszka Chopina. Przy migotliwych płomykach świec poddaliśmy się nastrojowi jego muzyki. Oprócz mazurków, polonezów, scherc i nokturnów usłyszeliśmy wiele nieencyklopedycznych wiadomości o życiu kompozytora. Poznanie tych szczegółów pozwoliło na głębsze i bardziej uczuciowe zrozumienie jego muzyki. Nastrój wieczornicy udzielił się wszystkim, zarówno widzom jak i wykonawcom.

Z gazetki szkolnej, 1975

PCK – PIJMY KOKTAJLE MLECZNE

Pod tym zachęcającym hasłem zostało zorganizowane spotkanie członków PCK połączone z degustacją, konkursami i oczywiście z muzyką. Bilety przeznaczone dla kilkunastu uczniów z naszej szkoły rozeszły się w oka mgnieniu. Wieczorek rozpoczęliśmy krótkim przemówieniem, a następnie wesołym konkursem. Pary poszły w tany. Pani profesor żelazną ręką trzyma porządek na ogromnej sali. Nagrania są znakomite. Kto by to pomyślał, że nasi koledzy tak bardzo lubią pić z butelki przez smoczek? A jak ślicznie śpiewają? Nasza szkoła jest pełna niewykorzystanych talentów! Mamy też znakomite kucharki – instalatorki. Coctajle wykonano z marchwi, truskawek, cytryn, jabłek i innych owoców. W smaku są wyborne. Zwyciężył coctajl truskawkowy. Po tych wszystkich radościach z ogromnym smutkiem i łzami w oczach kończymy zabawę. Najbardziej wytrwali biorą miotły oraz pięknie sprzątają salę. To, że inne klasy umieściły w swoim repertuarze zabaw nasze konkursy, świadczy chyba o tym, iż zabawa podobała się wszystkim!

Z kroniki koła PCK (1976)

RAJD ZŁOTEJ JESIENI

Ufff! I oto już idziemy poubierani dziwacznie i śmiesznie, z uśmiechem, z plecakami na ramionach w poszukiwaniu przygody. Późnym wieczorem trochę zmęczeni weszliśmy w głąb gościnnej stodoły w Nowej Karczmie, gdzie oczekiwał nas nocleg, a potem: „na sianeczku, sianie… na sianie, na białym” – spanie. Było nas trochę dużo w tej stodole. Niezwykle grzecznie przechodziło się wśród poukładanej braci, ale okrzykom „uważaj, moje nogi”, „jak łazisz, łamago”, „weź tego pionierka z mojej twarzy” itp. nie było końca. Trwały do samego rana. A rano, wymęczeni, wygnieceni, z sianem we włosach, oczach i uszach, pełni jeszcze nocnych wrażeń wybiegliśmy na podwórze, z ulgą wdychając świeże powietrze. Za niecałe pół godziny, po obfitym „śniadaniu” usłyszeliśmy komendę: „Komu w drogę – temu taczkę”. Garby na plecy i wymarsz na punkt koncentracji do Będomina. A tam, u wejścia spotkaliśmy naszą koleżankę z klasy – Anię, która wydała nam kartki na obiad. W czasie przekraczania bramy, z głośnika usłyszeliśmy słowa „witamy grupę rajdową pana Wojtasa i klasę 3C”. Było nam niezwykle lekko na ciele i duszy. Gdy jednak tymi samymi słowami organizatorzy witali inne grupy rajdowe, miny nam nieco zrzedły. Ale nie na długo. Na ten bowiem dzień organizatorzy przygotowali zawody sportowe i inne atrakcje jak: grochówka, dyskoteka na placu. Bawiliśmy się świetnie. W przerwie były zawody sportowe. Ogólnie byłoby wspaniale i wesoło, gdyby nie… O zgrozo!!! Co się potem stało? Nasza najmilsza koleżanka Ela R… podczas zawodów złamała bardzo poważnie rękę i w rezultacie znalazła się w szpitalu. Zrobiło nam się wszystkim bardzo przykro i smutno. Po uroczystym apelu kończącym rajd udaliśmy się do domów w zarezerwowanych wagonach. W Gdańsku byliśmy o godzinie 21 z minutami.

Z kroniki klasy: 3C TB5, 1974-1979

Dnia 9 października 1977 roku część klasy 2B w liczbie 13 sztuk wybrała się na VIII Rajd Szlakami Złotej Jesieni organizowany przez drużynę harcerską „Szare Szeregi”. Zebraliśmy się o godz. 7 na Dworcu Głównym w Gdańsku. Ostatni, aż wstyd mówić przyszedł opiekun. A były już tworzone plany samodzielnej wyprawy. Spotkała nas niespodzianka: uciekł nam pociąg do Pruszcza Gdańskiego. Co robić? Oczywiście, nie ma sensu czekać do godz. 9:00 postanowiliśmy więc jechać autobusem. Co prawda bilety były droższe, ale cóż poradzić? Szczęśliwie dojechaliśmy do Pruszcza, a tam już czekał na nas pociąg do Straszyna, gdzie spotkaliśmy przewodniczkę. Tam rozpoczęła się nasza piesza wędrówka do Łapina – celu naszego rajdu. Po drodze podziwialiśmy piękna przyrodę. Droga była wyściełana liśćmi opadającymi z drzew i krzewów. Po prawej stronie równina i pola uprawne, po lewej zaś wspaniałe jezioro. Gdy docieraliśmy do Bielikowa nikt nie podarował sobie spróbowania rosnącej przy drodze kukurydzy. W wesołej atmosferze dotarliśmy do Kolbud, gdzie w „ekskluzywnym” lokalu ochłodziliśmy się Pepsi-colą. Wreszcie dotarliśmy do Łapina, gdzie oczekiwali nas dyrektorzy Cygański i Lijewski wraz z profesorami: Marianem Kujawą, Ewą Pochyluk, Piotrem Wojtasem oraz hufcowym Rutkowskim i innymi. Dostaliśmy gorący posiłek w postaci grochówki. Później zebraliśmy się na polanie w pobliżu jeziora i czekaliśmy na dalszy tok wydarzeń. Dostaliśmy arkusze konkursowe na temat Wojska Polskiego i Kaszub. Wspólnym wysiłkiem klasowym wypełniliśmy je, zajmując, jak się okazało, trzecie miejsce! Otrzymaliśmy nawet dyplom. Co to była za radość!!! Potem była część rozrywkowa, to znaczy: piosenki, wiersze, podziękowania, no i oczywiście najważniejsza część rajdu – ognisko. Kto chciał, miał tez okazję pobawić się na dyskotece.

Z kroniki klasy 2B TB5 (1976-1981)

WAKACYJNY OBÓZ HARCERSKI

W drugiej połowie lipca 1978 roku odbył się oczekiwany obóz dla kadry naszego szczepu. Komendantem był pwd Marek Stępa. Nasz cel – to wędrówka po Suwalszczyźnie, a przy okazji poznanie różnych form pracy. Maszerowaliśmy, obładowani niemal jak wielbłądy, wypełnionymi po brzegi plecakami, namiotami i workami pełnymi jedzenia. Gotowaliśmy sobie oczywiście sami, więc dzień stawał się koszmarem, gdy mój zastęp obejmował służbę. Ciągłe rozkładanie kocherów, gotowanie stale tych samych klopsów w sosie pomidorowym. Na szczęście były jeszcze desery w postaci jagód czy poziomek w śmietanie. Raj dla podniebienia! Następny dzień rozpoczynał się bardziej optymistycznie, gdy służbę miał wtedy już inny zastęp. Na obiady chodziliśmy wtedy jak do najlepszej restauracji – zajadając się klopsikami, oczywiście w sosie pomidorowym. Ale jedzenie było tylko dodatkiem do naszych wędrówek. A maszerując zachowywaliśmy się tak cicho, że nawet łoś nie przestraszył się, widząc tak wielką grupę nieznanych na tym terenie istot. Na ogół spaliśmy w namiotach, ale bywały chwile, kiedy porzucaliśmy nasze „wytworne salony”, aby zasmakować innego życia: w najbardziej niedostępnych zakątkach puszczy budowaliśmy szałasy. Zasypialiśmy obserwując przez szpary światło księżyca, a budził nas, jak w słowach piosenki, śpiew ptaków. W naszej wędrówce po Suwalszczyźnie dotarliśmy do centrum kultury litewskiej na ziemiach polskich. Odwiedziliśmy nieduże miasteczko Puńsk, gdzie spotkaliśmy nauczyciela Josefa Vajnę, który prowadzi w swoim mieszkaniu muzeum sztuki litewskiej. Poznaliśmy kilka faktów z życia Litwinów i Polaków zamieszkałych na tych ziemiach oraz nauczyliśmy się litewskiej piosenki ludowej zaczynającej się od słów: „kas Subates wakareli”…

z miesięcznika szkolnego: „Rzut poziomy” 1, 1979

II FESTIWAL PIOSENKI RADZIECKIEJ

W trosce o podniesienie temperatury w naszej szkole koło TPPR [dla młodszych rozwińmy skrót: Towarzystwo Przyjaźni Polsko-Radzieckiej] przedstawiło propozycje zorganizowania II Festiwalu Piosenki Radzieckiej. Tak gorąca impreza mogła się odbyć przy szerokim audytorium. Chętnych nie brakowało, ale przy ostrej selekcji Wysokiego Jury w składzie: T. Tutaj, M. Krygier, M. Machnacki oraz mgr B. Jaczewska większość z nich odpadła po pierwszych przesłuchaniach. Nie wytrzymali konkurencji bardzo utalentowanej klasy 3C5. W programie tylko dwa miejsca udało się zarezerwować dla wykonawców z innych klas.

28 lutego 1979 r. – Wielki Finał. Świetlica. Przyciemnione światło, szum, gwar przyciszonych rozmów, subtelna dekoracja – „charakterystyczne akcenty rosyjskiej kultury” oraz wiele mówiące hasło” „Nam piesnia stroit i żyt’ pomagajet”.

Mimo, że świetlica wykazuje ograniczoną pojemność, publiczność wciąż napływa. Tu i ówdzie rozlegały się przedwczesne oklaski co bardziej niecierpliwych. Ich natężenie wzmogło się w chwili wkroczenia na salę dyr. mgr Mariana Lijewskiego. Spokojna twarz dyrektora ostudziła jednak zapał rozentuzjazmowanego tłumu. Chwilę spokoju szybko wykorzystała Ewa K…, wprowadzając nas w miły nastrój melodyjnej poezji rosyjskiej…

Akustyka świetlicy znacznie odbiegająca od doskonałości pozwalała jednak stworzyć nastrój rodzinnej atmosfery i znakomitej obustronnej zabawy… Piękne nagrody rzeczowe i książkowe otrzymali wszyscy uczestnicy imprezy. Ostatnim akcentem był, pozbawiony już tremy, koncert laureatów.

z miesięcznika szkolnego: „Rzut poziomy” 2, 1979

KOŁO PLASTYCZNE – „TRZY DNI W PLENERZE”

W dniach od 20 do 22 kwietnia 1979 r. odbył się, już od dawna oczekiwany przez członków Koła Plastycznego, plener.

Pomimo, że wzięło w nim udział niewielu uczestników okazał się owocny. Bezpośredni kontakt z przyrodą i odpowiednia atmosfera sprzyjała rozwinięciu działalności twórczej, w wyniku której powstało kilka olejnych obrazów, jak również sporo rysunków i szkiców. To pierwsze obrazy malowane tą techniką przez członków Koła w ramach ich zajęć. Dopiero bowiem w bieżącym roku Koło zostało zaopatrzone w odpowiedni sprzęt.

Plener odbył się w okolicach Szymbarka nieopodal Kościerzyny, a miejscem noclegu była leśniczówka… Codzienny spacer bardzo dobrze wpływał na samopoczucie mimo nienajkorzystniejszej pogody. Oderwanie od codzienności i bliskie obcowanie z naturą, zaszycie się na pewien czas w lesie na pewno dobrze wpływa na usposobienie… Najbliższym zamierzeniem Koła jest zorganizowanie wystawy poplenerowej i ukazanie owoców tej imprezy.

z miesięcznika szkolnego: „Rzut poziomy” 4, 1979