RAJD ZŁOTEJ JESIENI

Ufff! I oto już idziemy poubierani dziwacznie i śmiesznie, z uśmiechem, z plecakami na ramionach w poszukiwaniu przygody. Późnym wieczorem trochę zmęczeni weszliśmy w głąb gościnnej stodoły w Nowej Karczmie, gdzie oczekiwał nas nocleg, a potem: „na sianeczku, sianie… na sianie, na białym” – spanie. Było nas trochę dużo w tej stodole. Niezwykle grzecznie przechodziło się wśród poukładanej braci, ale okrzykom „uważaj, moje nogi”, „jak łazisz, łamago”, „weź tego pionierka z mojej twarzy” itp. nie było końca. Trwały do samego rana. A rano, wymęczeni, wygnieceni, z sianem we włosach, oczach i uszach, pełni jeszcze nocnych wrażeń wybiegliśmy na podwórze, z ulgą wdychając świeże powietrze. Za niecałe pół godziny, po obfitym „śniadaniu” usłyszeliśmy komendę: „Komu w drogę – temu taczkę”. Garby na plecy i wymarsz na punkt koncentracji do Będomina. A tam, u wejścia spotkaliśmy naszą koleżankę z klasy – Anię, która wydała nam kartki na obiad. W czasie przekraczania bramy, z głośnika usłyszeliśmy słowa „witamy grupę rajdową pana Wojtasa i klasę 3C”. Było nam niezwykle lekko na ciele i duszy. Gdy jednak tymi samymi słowami organizatorzy witali inne grupy rajdowe, miny nam nieco zrzedły. Ale nie na długo. Na ten bowiem dzień organizatorzy przygotowali zawody sportowe i inne atrakcje jak: grochówka, dyskoteka na placu. Bawiliśmy się świetnie. W przerwie były zawody sportowe. Ogólnie byłoby wspaniale i wesoło, gdyby nie… O zgrozo!!! Co się potem stało? Nasza najmilsza koleżanka Ela R… podczas zawodów złamała bardzo poważnie rękę i w rezultacie znalazła się w szpitalu. Zrobiło nam się wszystkim bardzo przykro i smutno. Po uroczystym apelu kończącym rajd udaliśmy się do domów w zarezerwowanych wagonach. W Gdańsku byliśmy o godzinie 21 z minutami.

Z kroniki klasy: 3C TB5, 1974-1979

Dnia 9 października 1977 roku część klasy 2B w liczbie 13 sztuk wybrała się na VIII Rajd Szlakami Złotej Jesieni organizowany przez drużynę harcerską „Szare Szeregi”. Zebraliśmy się o godz. 7 na Dworcu Głównym w Gdańsku. Ostatni, aż wstyd mówić przyszedł opiekun. A były już tworzone plany samodzielnej wyprawy. Spotkała nas niespodzianka: uciekł nam pociąg do Pruszcza Gdańskiego. Co robić? Oczywiście, nie ma sensu czekać do godz. 9:00 postanowiliśmy więc jechać autobusem. Co prawda bilety były droższe, ale cóż poradzić? Szczęśliwie dojechaliśmy do Pruszcza, a tam już czekał na nas pociąg do Straszyna, gdzie spotkaliśmy przewodniczkę. Tam rozpoczęła się nasza piesza wędrówka do Łapina – celu naszego rajdu. Po drodze podziwialiśmy piękna przyrodę. Droga była wyściełana liśćmi opadającymi z drzew i krzewów. Po prawej stronie równina i pola uprawne, po lewej zaś wspaniałe jezioro. Gdy docieraliśmy do Bielikowa nikt nie podarował sobie spróbowania rosnącej przy drodze kukurydzy. W wesołej atmosferze dotarliśmy do Kolbud, gdzie w „ekskluzywnym” lokalu ochłodziliśmy się Pepsi-colą. Wreszcie dotarliśmy do Łapina, gdzie oczekiwali nas dyrektorzy Cygański i Lijewski wraz z profesorami: Marianem Kujawą, Ewą Pochyluk, Piotrem Wojtasem oraz hufcowym Rutkowskim i innymi. Dostaliśmy gorący posiłek w postaci grochówki. Później zebraliśmy się na polanie w pobliżu jeziora i czekaliśmy na dalszy tok wydarzeń. Dostaliśmy arkusze konkursowe na temat Wojska Polskiego i Kaszub. Wspólnym wysiłkiem klasowym wypełniliśmy je, zajmując, jak się okazało, trzecie miejsce! Otrzymaliśmy nawet dyplom. Co to była za radość!!! Potem była część rozrywkowa, to znaczy: piosenki, wiersze, podziękowania, no i oczywiście najważniejsza część rajdu – ognisko. Kto chciał, miał tez okazję pobawić się na dyskotece.

Z kroniki klasy 2B TB5 (1976-1981)

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress